09 sierpnia 2011

Nasz sołtys z Pomorza

W Gazecie Wyborczej oraz tygodniku Polityka ukazały się artykuły o Marcinie Nikrancie, sołtysie i członku KPH, z którym przeprowadzony został wywiad na łamach Repliki.

Sołtys ma chłopaka

Magdalena Grzebałkowska, 2011-08-09

Mama zamarła, odezwał się tata

Pierwszy coming out był przed moją szefową, pracowałem w punkcie informacji turystycznej w Pucku. Wspaniała kobieta, nazywam ją “”moją drugą mamą””. Chciała mnie wyswatać ze swoją córką. Po kursie w Tarasce powiedziałem jej:””Nici ze swatania, bo ja wolę facetów””.

Drugi coming out był przed znajomymi. Na imprezie, na luzie, powiedziałem: “”Słuchajcie, mam superinformację”” Zapytali: “”Że jesteś gejem? Dawno o tym wiemy””.

W grudniu, w Boże Narodzenie, brat powiedział, że jeden jego znajomy to raczej gej. Ja to potwierdziłem. Na to brat: “”Ale ty chyba gejem nie jesteś?””. Powiedziałem, że jestem. Wstał, wyszedł. Nie odzywał się do mnie przez kilka miesięcy, bo był zły, że trzymam to w tajemnicy przed rodzicami.

Przed Wielkanocą 2009 roku, w marcu zszedłem do salonu. Mama siedziała w fotelu, tata wrócił z pracy i brał prysznic. Na dworze już się ściemniało. “”Mamo, chcę ci coś powiedzieć”” – zacząłem i usiadłem na kanapie. “”A może chcesz sam ze mną najpierw porozmawiać?”” – spytała. Ale wolałem z obojgiem. Obgryzałem z nerwów paznokcie. Przyszedł tato. Zacząłem płakać. W końcu wykrztusiłem, że jestem gejem. W tamtym momencie brzmiało to koszmarnie.

Pamiętam ich reakcję. Mama zamarła wpatrzona w jeden punkt. Odezwał się tata: “”To niczego w naszych relacjach nie zmienia. Jesteś naszym synem i kochamy cię””. Potem zaczęliśmy rozmowę. Ojciec pytał, czy jestem pewien, skąd wiem, i tak dalej. Nagle powiedział do mamy: “”A ty nic nie powiesz?”” Odezwała się: “”Jestem jego matką. Co on myśli, że ja nic nie wiedziałam?””.

Mój chłopak – Przemek

Trzy lata temu pierwszy raz pocałowałem mężczyznę. Poznaliśmy się na portalu internetowym. Teraz mam chłopaka od półtora roku. Mieszka daleko ode mnie, w mieście. Nasi rodzice znają nas i akceptują. Czasem ktoś zapyta: “”A ty co, masz kogoś?””. “”Tak”” – odpowiadam. “”Jak ona ma na imię?”” – dociekają. Mówię od razu, że Przemek.

Mój chłopak był ostatnio u nas na wsi, na urodzinach taty. Zaparkował przed domem. Wuj, którego miałem odwieźć do domu, spytał, czy to moje auto. “”Nie, wujku. Mojego chłopaka”” – powiedziałem. Wujek wrócił do domu, wypił jeszcze jeden kieliszek i wsiadł ze mną do samochodu Przemka.

“”Do roboty!”” – chętnych brak

Myślał, że jak wywiesi przed Wielkanocą ogłoszenia na murach i w internecie, żeby wszyscy leśniewianie stawili się do sprzątania swojej wsi – przyjdą tłumnie z grabiami i miotłami. A tu figa. Z ogłoszenia nie przyszedł nikt. Zamiatał więc chodniki w towarzystwie kilku osób namówionych osobiście. Gdy jedna z pań, które sprzątały, odpoczywała przez chwilę oparta o miotłę, przechodzący obok ludzie i zaganiali ją: “”Do roboty!””.

Wydawało mu się, że jak w kwietniu wymyślił, żeby zmienić ohydne wiaty przystanków autobusowych na nowe, drewniane, “”wiejskie””, to w czerwcu już staną. Tymczasem sierpień przyszedł, a on od czterech miesięcy załatwia robotę papierkową, żeby móc je postawić. Ale ma pomysł – jak już w końcu otrzyma wszystkie pozwolenia i pieniądze, to namówi leśniewian, żeby sami pomogli zbudować wiaty. Chociaż trochę się boi, że będzie wbijał gwoździe jedynie w towarzystwie ojca.

Po stronie plusów wpisuje sobie kurs pierwszej pomocy, jaki zorganizował we wsi dla dzieci. Chce jeszcze przeszkolić dorosłych.

Gej: Żywa książka

– Rok temu, na sopockim Monciaku, ludzie z Kampanii Przeciw Homofobii zorganizowali Dzień Milczenia. Poszedłem pomilczeć z nimi. Na przekór tym wszystkim, którzy nie chcą zauważyć, że istnieję. Dwa razy byłem żywą książką, podczas akcji Żywa Biblioteka. Razem ze mną siedział czarnoskóry, niepijąca alkoholiczka, ateista, feministka, lesbijka, wegetarianka, Żydówka, były katolicki ksiądz i osoba, która wyszła z bezdomności. Można było nas “”wypożyczyć””, żeby porozmawiać.

Mój “”czytelnik”” mnie wtedy spytał, skąd wiem, że wolę być z mężczyzną, skoro nie spróbowałem z kobietą. Odparłem: “”A skąd wiesz, że wolisz kobiety, skoro nie byłeś nigdy z facetem?””.

Trafiła do mnie też para przeciwna adopcjom przez gejów. “”Dwóch facetów wychowa dziecko na geja”” – argumentowali. Uśmiechnąłem się: “”Gdyby tak było, musiałbym mieć homoseksualnych rodziców””. Chyba coś do nich dotarło.

Dlaczego opowiadam swoje życie? Żeby udowodnić sobie, że nie muszę się już bać i dla innych gejów i lesbijek. Nikt nie może mi powiedzieć: Tobie to dobrze, jesteś z Warszawy, tam ludzie są bardziej tolerancyjni. Otóż ja z Warszawy nie jestem.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Jedyny gej w wiosce
Tęcza nad Leśniewem

Joanna Podgórska, 15 sierpnia 2011

Mieszkańcy wsi na Kaszubach wybrali 26-letniego Marcina Nikranta na sołtysa. Nie przeszkadza im, że jest jawnym gejem.

Przystanki autobusowe w Leśniewie są obskurne. Nie ma na czym usiąść. Zamiast koszy na śmieci plastikowe wiaderka po kiszonych ogórkach. Boisko i plac zabaw mocno zapuszczone. Wokół stawu w centrum wsi rosną chwasty, leżą resztki gruzu. Kiedy Marcin sprowadził się tu z rodziną sześć lat temu, zaczęło go to drażnić. Nie lubi brzydoty, nieładu. Miał w życiu tak pedantyczny okres, że denerwowała go nawet krzywo leżąca książka na biurku. Studiuje architekturę krajobrazu w Sopockiej Szkole Wyższej. I uznał, że coś trzeba by z tym zrobić.

Cztery lata temu wystartował w wyborach na sołtysa, ale przegrał. Nie dlatego, że jest gejem. Wtedy jeszcze to ukrywał. Miał 22 lata. Mieszkańcy uznali, że jest za młody, za mało doświadczony. – Nie był jeszcze w Leśniewie znany, więc ludzie nie mieli do niego zaufania – tłumaczy jeden z mieszkańców. – Poza tym on więcej wtedy był w szkołach niż we wsi.

Nie miał zamiaru startować po raz drugi, ale sąsiedzi go namówili. Wydrukował ulotki, zorganizował spotkanie wyborcze, na które przyszło kilkadziesiąt osób – z 1,6 tys. mieszkańców Leśniewa. Chyba wtedy ich przekonał, że jest ambitny i mu zależy. Dostał 80 proc. głosów. Na uroczystej sesji w Urzędzie Gminy odebrał akt wyboru, a dzień później poprzednik przekazał mu insygnia władzy, czyli pieczątkę i tabliczkę z napisem sołtys. Własnoręcznie wieszał ją na ścianie domu, wypucowaną tak, żeby było widać z daleka.

Marcin jest trzy lata po coming oucie. Porównuje to uczucie do zrzucenia z ramion tonowego ciężaru. Kłopoty miał już od podstawówki. Co prawda on sam jeszcze wtedy nie wiedział, że jest gejem, ale rówieśnicy wyczuli inność. Lubił grać z dziewczynami w gumę, był jakiś taki niechłopacki, więc wyzywali go od bab i pedałów. Liceum wspomina jako czas zagubienia i samotności. Niby już wiedział o sobie na pewno, ale nadal szukał argumentów, że może to nieprawda. Próbował nawet związku z dziewczyną, ale wytrzymał tylko tydzień.

Rodzinę przygotowywał przez kilka miesięcy. Przy okazji jakichś programów telewizyjnych czy artykułów trącał temat. Poważne rozmowy zaczął od rodzeństwa. Ma siostrę i dwóch braci. – Siostra była pierwsza. Właśnie wzięła ślub, więc pomyślałem, że skoro dojrzała już do małżeństwa, to może dojrzała też do tego, że ma brata geja. No i okazało się, że dojrzała – wspomina. Młodszy brat w zasadzie domyślił się sam, a ze starszym wyszło przypadkiem. Rozmawiali o znajomym, który jest gejem. Wtedy Marcinowi się wymknęło, że on też. Brat się obraził i nie odzywał przez pół roku, ale nie z powodu gejostwa, tylko dlatego, że ukrywa to przed rodzicami.

– Przed tą rozmową obgryzłem wszystkie paznokcie, bo z rodzicami jest trudniej niż z rodzeństwem – tłumaczy. – Mam ogromne szczęście, bo przyjęli to spokojnie. Mama zresztą od pewnego czasu się domyślała.

W ubiegłym roku Marcin zaangażował się w działalność trójmiejskiej Kampanii Przeciw Homofobii. W województwie pomorskim był koordynatorem projektu „Razem bezpieczniej”, który miał przeciwdziałać przemocy wobec osób homo, bi i transseksualnych. Z policjantem, pełnomocnikiem ds. ochrony praw człowieka w komendzie wojewódzkiej, na spotkaniach tłumaczyli, jakie prawa mają dyskryminowane mniejszości i jak reagować w przypadkach przemocy.

– Z tym jest problem. Miałem pośredniczyć między poszkodowanymi i policją. Dostałem kilkanaście zgłoszeń: pobicia, szykany, wyzwiska, ale żadna z tych osób nie chciała tego zgłaszać na policję. Pytali, co mogą zrobić poza tym. Efekt jest taki, że nie ma w aktach żadnego śladu tych incydentów, czyli nie ma dyskryminacji – mówi.

Marcin był także książką w Żywej Bibliotece w Gdańsku i Koszalinie. To impreza, podczas której odwiedzający mogą wypożyczyć, czyli wziąć na rozmowę, przedstawicieli mniejszości: Żyda, ateistę, lesbijkę czy osobę czarnoskórą. Marcin chciał tą ideą zainteresować wójta gminy Puck, do której należy Leśniewo. Wójt był ciekawy, ale przyznał, że osobiście żadnego geja nie zna. No to usłyszał, że właśnie poznał.

– Pogratulował mi odwagi – wspomina Marcin. – Ale dla mnie to już nie jest odwaga, tylko codzienność.

Nie jest tak, że każdemu przedstawia się: cześć, nazywam się Marcin i jestem gejem, ale gdy ktoś pyta np., jak ma na imię jego dziewczyna, nie kłamie, że Kasia, tylko mówi, że ma chłopaka. Na spotkaniu przedwyborczym też nie było mowy o orientacji przyszłego sołtysa, ale ludzie we wsi wiedzą. Choćby z Facebooka, gdzie nie ukrywa, że jest w związku z mężczyzną. A wśród znajomych na Facebooku ma sporo mieszkańców Leśniewa. Reszta dowiedziała się pocztą pantoflową, która – jak na każdej wsi – działa tu dosyć sprawnie.

– Faktycznie, coś słyszałam – przyznaje mieszkanka ulicy Kamiennej, ale, po pierwsze, nawet jeśli to prawda, to jej by to nie przeszkadzało. – A pani? – pyta niepewnie i z ulgą przyjmuje zaprzeczenie. Po drugie, to jego prywatna sprawa i nie ma powodu, by się w to mieszać. Po trzecie, bardziej niż orientacja sołtysa interesuje ją, czy zainstaluje lampy na jej ulicy. Obiecał to już poprzedni sołtys, który co prawda był heteroseksualny, ale na Kamiennej do dziś jest ciemno. Obecny odwiedził ją w domu przy okazji roznoszenia podatku. Bardzo miło się rozmawiało, pytał o oczekiwania, więc wierzy, że tym razem lampy będą.

Grupka mężczyzn skupionych wokół kolegi murującego ogrodzenie przy głównej ulicy pytania odbiera jako atak na swojego sołtysa. – Nie wiem, nie wnikam. A co pani to przeszkadza, że on homo, jak on we wsi dobrze rządzi. A może pani też homo – przekrzykują się. – Jego sprawa, z kim śpi. Ważne, że pobocza oczyścił, bo po deszczu woda stała na ulicach. Wywiązuje się ze wszystkiego na plus. A teraz takie czasy, że każdy może sobie żyć, jak chce.

Dla pani Wiesi z zakładu fryzjersko-kosmetycznego Styl Marcin to całkiem nowa jakość w Leśniewie. Dlatego na niego głosowała. – Do tej pory sołtys kojarzył mi się ze starszym facetem, który pod sklepem albo remizą kiwa się w stanie nietrzeźwym. On jest młody, ambitny i wierzę, że wiele tu zmieni – mówi. – Jestem tolerancyjna i wszystko mi jedno, czy sołtysem jest gej czy lesbijka. To tak samo wartościowe osoby i przecież nikogo tym nie krzywdzą.

Jako ateista Marcin nie chodzi do kościoła, ale jako sołtys współpracuje z proboszczem, choćby przy organizacji imprez, więc dobrze się znają. Ksiądz pewnie wie, jak wszyscy, ale tego tematu nie poruszali. Na każdy inny dogadują się bez problemu.

Daffyd, bohater serialu „Mała Brytania”, powtarza bez przerwy, że jest jedynym gejem w wiosce i wyraźnie lubi być dyskryminowany, co też podkreśla na każdym kroku. Marcinowi trudno by było się z nim identyfikować. Co prawda czasem wyczuwa pewien dystans w rozmowach z ludźmi, ale z jawną wrogością się nie spotkał. – A czy jestem jedynym gejem w wiosce? Jedynym jawnym. I na tym poprzestańmy – mówi.

Sołtys to coś w rodzaju 24-godzinnej skrzynki życzeń i zażaleń. Ludzie przychodzą w sprawie dziury w drodze, krzaków w rowie melioracyjnym, przewróconych tablic czy z prośbą o zorganizowanie wsparcia finansowego. Marcin musi to pogodzić z zaocznymi studiami, pracą w Pucku na pełny etat, działalnością w Kampanii Przeciw Homofobii i związkiem na odległość, bo jego chłopak nie jest z Leśniewa. Zajął się też odtwarzaniem drzewa genealogicznego swojej rodziny. Odkrył, że nazwisko pochodzi od niemieckiej nazwy miejscowości Niekrentz, a genealogię udało mu się dociągnąć do 1792 r.

Wszyscy przodkowie są stąd, z okolic Pucka i Wejherowa. To dodatkowy impuls, żeby chciało się działać lokalnie. Przez pół roku sołtysowania udało mu się sporo zrobić. Stworzył stronę internetową Leśniewa, na którą jest około tysiąca wejść miesięcznie. Założył Stowarzyszenie Promocji i Rozwoju Wsi Leśniewo, żeby pozyskiwać granty i fundusze europejskie, bo sołecki budżet jest niewielki. Opracowuje plany ożywienia centrum wsi, stworzenia nad stawem parku i placu zabaw. No i jest już gotowy projekt nowych przystanków. Drewnianych, z czterospadowym dachem, ławką i prawdziwym koszem na śmieci.

Źródło: Polityka