16 listopada 2010

Wywiad z prezesem KPH dla “Adama” i Polgej.pl

Zapraszamy do lektury wywiadu z prezesem KPH Tomaszem Szypułą, opublikowanym w magazynie “Adam” i portalu Polgej.pl.

Tomek Szypuła ma 30 lat, mieszka w Warszawie. Aktualny prezes Kampanii Przeciw Homofobii. Kandydat na radnego miasta z listy SLD, z rekomendacji Zielonych. Sprawny organizator. Współtwórca pierwszego Festiwalu „Kultura dla Tolerancji” w Krakowie (2004). Członek zarządu ILGA-Europe w latach 2006-10. Ukończył Szkołę Fundacji Helsińskiej. W ostatnim czasie mocno zaangażował się w dyskusję o związkach partnerskich.

– Zostałeś nowym prezesem KPH, ale zastanawiające jest nagłe i niespodziewane odejście z tej funkcji Marty Abramowicz.

– Możliwe, że tak to wygląda z zewnątrz, ale my w zarządzie wiedzieliśmy o tym od ponad dwóch miesięcy, bo mniej więcej z takim wyprzedzeniem Marta poinformowała nas o swojej decyzji, która była podyktowana względami prywatnymi. Uznaliśmy, że dzień po Europride będzie właściwym terminem także dlatego, że do Warszawy przyjechało wielu członków KPH z całej Polski, co ułatwiło nam sprawne przeprowadzenie Walnego Zgromadzenia.

– Czy to prawda, że byłeś jedynym kandydatem?

– Tak. Wybory prezesa przebiegają u nas tak, że podczas walnego zgromadzenia przyjmuje się kandydatury z sali. Nie ma żadnej wcześniejszej agitacji ani prawyborów. Kandydat musi być także obecny na sali. Nie przewidujemy wyborów zaocznych. Moja kandydatura nie była chyba dla nikogo zaskoczeniem, ponieważ wcześniej byłem sekretarzem zarządu i wiceprezesem.

– Czym zachęciłeś delegatów, żeby głosowali właśnie na Ciebie?

– Ostatni rok poświęciłem przywróceniu dyskusji na temat ustawy o związkach partnerskich, dzięki zaangażowaniu się w prace Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich. Po rządach PiS-u nasze środowisko wpadło w jakiś marazm, ale to zrozumiałe, ponieważ wtedy walczyliśmy o przetrwanie. Teraz uważam, że następne lata będą decydujące jeśli chodzi o tę ustawę. Uważam, że to jest w zasięgu ręki jeśli nie w tej, to w trakcie następnej kadencji Sejmu. Czy to będzie ustawa naszych marzeń, czy zostaną spełnione jedynie dwa lub trzy postulaty? Tego nie wiem, ale będę walczył, aby projekt ustawy był jak najszerszy. Przygotowane przez nas założenia znalazły się w projekcie, który SLD niedługo złoży u Marszałka Sejmu. Nie mam jednak złudzeń, że jest to dopiero początek drogi. Natomiast nawet gdyby ten projekt miał zostać okrojony i ustawa nie dawałaby nam wszystkich praw, to warto podjąć ten temat. Wiem, że jest grupa osób, które krytykują nas za to, że idziemy na ustępstwa, że powinniśmy rozmawiać o małżeństwach, ale przecież każdą ustawę można w późniejszym terminie ulepszyć. I taką wizję swoich działań na najbliższe lata przedstawiłem. Spotkało się to z aprobatą członków.

– Nieżyjący już Rzecznik Praw Obywatelskich zarzucał organizacjom LGBT, że nie są w stanie wskazać mu płaszczyzn dyskryminacji.

 – Gdyby Rzecznik nas słuchał, to znałby wszystkie płaszczyzny dyskryminacji. Rzecznik Kochanowski spotykał się z organizacjami w szerszym gronie dwa razy do roku i raczej po to, żeby „się pokazać”, i nic z tego nie wynikało, dlatego też przestaliśmy na te spotkania przychodzić. Natomiast płaszczyzny dyskryminacji znajdowały się chociażby w naszych raportach o dyskryminacji. Obecna rzecznik stwierdziła, że nie będzie popierać ustawy o związkach partnerskich, ponieważ jest przeciwna idei związków, ale obiecała także, że będzie interweniowała w sprawach życia codziennego. Obaj rzecznicy dziwili się, dlaczego tak mało skarg od gejów i lesbijek spływa do biura rzecznika. Muszą jednak mieć świadomość, że jest to kwestia zaufania. Jeśli ktoś deklaruje, że nie będzie walczył o prawa takich osób, to niech się nie spodziewa, że lesbijki i geje będą pisać do tej instytucji skargi. Tak było także w innych krajach, gdzie liczba interwencji wzrastała wraz z zaufaniem do instytucji. Jeśli obecna rzecznik opowiada się przeciw związkom partnerskim, to niech się potem nie dziwi, że geje ją omijają łukiem. Poza tym ludzie ciągle się obawiają, że gdzieś wypłyną ich dane.

– Czy zamierzacie także wpływać na postawy Polaków?

– Myślę, że one się zmieniają w sposób naturalny. Według ostatniego badania OBOP już blisko połowa Polaków jest skłonnych przyznać parom jednopłciowym jakieś prawa. Wiele dobrego robią polskie seriale, w których geje pojawiają się coraz częściej, oraz takie konkursy jak ten ogłoszony przez Skandynawskie Linie Lotnicze SAS – na ślub w chmurach, konkurs, w którym biorą udział polskie pary gej/les. Ludziom podobają się takie akcje i dzięki temu mogą nieco bliżej poznać gejów i lesbijki, których nie spotykają na co dzień. Wszystko to zmienia stosunek Polaków do nas. Także sami geje budzą się z letargu, moim zdaniem jest to bardzo dobry moment na działanie i ja chcę ten moment wykorzystać.

 – Szypuła to jednak nie Biedroń czy Niemiec. To trochę utrudnia Ci pracę, bo po bieżące komentarze prasa i tak pobiegnie do nich. Z drugiej strony są oni znienawidzeni przez część polityków.

– Robert i Szymon działali od dawna i wyrobili sobie pozycję w środowisku. Media myślą „gej” i dzwonią do Biedronia. Ale my przyjęliśmy inny model organizacyjny. Nie chcemy, żeby jedno nazwisko było wymieniane w zastępstwie całej organizacji. W Zarządzie mamy 8 osób i staramy się dzielić obowiązkami, także reprezentacją na zewnątrz. Jeśli chodzi o mnie, to postaram się wyrobić sobie pozycję, ale zaznaczam, że nie mam parcia na szkło i nie zamierzam brać udziału w „Tańcu z Gwiazdami”. Czasami zresztą zdarza mi się odmówić wizyty w studio, jeśli moim rozmówcą ma być osoba, która nas obraża. Wtedy nie widzę sensu dyskusji. Zresztą zasadą polskiej polityki jest bycie miłym do czasu zapalenia się świateł, a potem uruchamia się agresja. Jako PR-owiec z zawodu mam tego pełną świadomość.

– Wiele się mówi o zarobkach prezesa KPH.

– Muszę rozczarować wszystkich żądnych sensacji. Funkcja prezesa jest funkcją społeczną, tak samo jak bycie członkiem Zarządu. Wynagrodzenie mogą otrzymywać jedynie koordynatorzy projektów. Ja mam etat w firmie PR-owskiej, a w KPH działam społecznie. Zdaję sobie sprawę, że liczba moich obowiązków będzie systematycznie wzrastać i będę musiał się samoograniczyć, ale w Zarządzie jest osiem osób i będziemy się solidarnie dzielić obowiązkami.

– Łatwo odgadnąć, kto w KPH może zostać prezesem. To określona grupa osób.

– Które najdłużej działają i mają pewne osiągnięcia. Natomiast w Zarządzie jest już bardzo wiele nowych osób. To naturalna sytuacja.

– Mam nadzieję, że nie musisz ukrywać swojej orientacji seksualnej w pracy?

– Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Przede wszystkim jestem wielkim zwolennikiem coming outu i przeciwnikiem ukrywania się. Poza tym bardzo łatwo mnie wygooglać, więc takie działanie traci jakikolwiek sens.

– Wiem, że próbowałeś wziąć ślub ze swoim partnerem, który jest obywatelem Hiszpanii. Czy to się udało?

– Nie. Sekretarz ambasady bardzo grzecznie nam odpisał, że nie udzielają ślubów w państwach, które nie uznają takich związków. Zresztą moja mama twierdzi, że łączy nas coś znacznie lepszego niż związek małżeński: to wspólny kredyt hipoteczny na 30 lat.

– Bardzo wiele się mówi o możliwości wymuszenia przez Komisję Europejską uznania praw osób homoseksualnych pozostających w związkach małżeńskich na terenie całej UE.

– Tak, ale to jest niemożliwe i mówię to z całą odpowiedzialnością. Po pierwsze, nie jest to prerogatywa Komisji Europejskiej, a jedynie państw członkowskich! Poza tym nawet małżeństwa heteroseksualne mają zupełnie różne uprawnienia w różnych państwach unijnych. Tak więc na podstawie obecnych regulacji nie ma takich możliwości i jeszcze przez wiele lat zapewne nie będzie. Zresztą nie chodzi tu tylko o Polskę. Takie prawo zostałoby natychmiast zablokowane chociażby przez takie kraje jak Litwa czy Łotwa. W tej sytuacji pozostałaby tylko inna, dłuższa droga, a mianowicie przez trybunał w Luksemburgu, gdzie moglibyśmy zaskarżyć prawodawstwo europejskie, ale z jakim efektem? Tak więc pozostaje nam walka na polskim gruncie, której nie uważam za beznadziejną. Geje zapałali ostatnio całkowicie niezrozumiałą miłością do PO. Nie jest to może partia zatwardziałych homofobów, ale ugrupowanie konserwatywne, które bardzo zwraca uwagę na opinię Kościoła katolickiego.

– Może lepiej więc przeprowadzić taką sprawę po cichu, bez rozgłosu?

– To mogłoby być skuteczne, ale czy tego właśnie chcemy? Przykładem tak przeprowadzonej ustawy jest regulacja czeska, która tak naprawdę niewiele daje parom jednopłciowym. Dodatkowo stan cywilny jest wpisywany do dowodów osobistych, co sprawia, że wiele osób boi się zawierać takie związki i ich liczba jest bardzo mała. Ja uważam, że w demokratycznym społeczeństwie dyskusja musi być jawna. Poza tym ma ona spełniać rolę edukacyjną i emancypacyjną. Dzięki temu określimy rolę i miejsce środowiska w społeczeństwie.

– Czyli Twoim zdaniem musimy przeprowadzić pełną dyskusję społeczną. Czy to może się udać?

– Na pewno należy się spodziewać ostrej reakcji Kościoła. Tak było we Włoszech, gdzie instytucja ta wykorzystała wszystkie swoje wpływy, włącznie z pisaniem listów do każdego parlamentarzysty oddzielnie. To samo stanie się w Polsce, choć przecież bycie katolikiem nie oznacza prawa do dyskryminowania innych.

– Co zamierzacie zrobić w sprawie Elżbiety Radziszewskiej?

– Mamy pewien plan działania. Z drugiej strony, jest ona ministrem już od trzech lat i sam już nie wiem, ile razy zwracaliśmy się do premiera z żądaniem jej dymisji. Ale premier Donald Tusk z jakichś niezrozumiałych powodów utrzymuje ją na stanowisku. Będziemy jej po prostu wytykać niekompetencję zarówno w kraju, jak też na arenie europejskiej. O tej sytuacji warto przypominać naszemu środowisku, tak bezkrytycznie zakochanemu w rządzie Tuska.

 – W jaki sposób poznałeś swojego faceta?

– To był rok 2002, w Krakowie. Nie opodal Teatru im. Słowackiego był klub gejowski SOHO, prowadzony przez Andrzeja Piasecznego i Michała Piroga, którego wtedy nikt jeszcze nie znał. W piątkowy wieczór znajomy przyprowadził go do klubu. Okazało się, że nie mówił po polsku, ale za to świetnie po angielsku i tak jakoś się poznaliśmy.

– Czy pracując zawodowo i działając w KPH masz czas na życie prywatne?

– Gdyby to mój chłopak udzielał tego wywiadu, to zapewne nie powiedziałby dobrego słowa o KPH. Rzeczywiście czasami dochodzi na tym tle do kłótni. Ale staram się zawsze wygospodarować jakiś wieczór lub jeden dzień weekendu w całości dla niego. Jesteśmy tylko dla siebie, a ja nawet telefonów wtedy nie odbieram. Natomiast on w pełni rozumie moje zaangażowanie i wie, że jest to dla mnie bardzo ważne. Zresztą po ośmiu latach, gdybyśmy nie umieli się dogadać, to nie bylibyśmy już razem.

– Rzadko można go zobaczyć razem z tobą.

– To prawda. On jest osobą prywatną, a nie działaczem, i dlatego nie pojawia się często obok mnie w sytuacjach oficjalnych, nie stoi obok podczas udzielania wywiadów. José nie jest typem aktywisty. Wiele razy nas namawiano na wspólne wywiady i przede wszystkim na wspólne zdjęcia. Dziennikarzy i fotoreporterów nie zapraszamy jednak do łóżka.

– Życzę Wam jeszcze wielu lat razem i dziękuję za rozmowę.

rozmawiał Sergiusz Wróblewski