04 lipca 2011

Pomieszanie z poplątaniem

Polskie państwo już dawno uznało pary homoseksualne za rodziny. Co więcej, takie rodziny mogą się domagać od państwa ochrony i opieki, jak stanowi Konstytucja – pisze prawnik KPH, Krzysztof Śmiszek.

Pomieszanie (gejów) z poplątaniem
Krzysztof Śmiszek 04-07-2011, ostatnia aktualizacja 04-07-2011 20:06

Adwokat Marek Derlatka w swoim artykule „Geje zaopiekują się dziećmi” („Rzeczpospolita” z 21 czerwca 2011 r.) przejął się losem polskiego społeczeństwa, które w ostatnim – jak twierdzi – czasie jest zaniedbywane przez swojego ustawodawcę. Jednym z widocznych tego znaków było

odrzucenie przez Sejm zaproponowanej przez izbę wyższą poprawki do ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, która w sposób wyraźny zakazywała pełnienia funkcji rodziny zastępczej oraz prowadzenia rodzinnego domu dziecka przez osoby o orientacji homoseksualnej.

Podręcznik spiskowych teorii dziejów

Marek Derlatka, mój kolega po fachu, a nie psycholog, z zacięciem dywaguje nad szkodliwym wpływem rodziny homoseksualnej na psychikę dziecka. Używa przy okazji określeń natury emocjonalnej, które w rzeczowej debacie – zwłaszcza prowadzonej przez prawnika i wykładowcę – są dyskredytujące. „Przejmowanie stylu życia”, „pogwałcenie prawa naturalnego”, „lobby homoseksualne”, „promocja tego typu zachowań” – to cytaty raczej z podręcznika spiskowych teorii dziejów, a nie argumenty w naukowej debacie.

Co ciekawe, Derlatka podnosi także nowy argument w debacie publicznej nt. praw osób homoseksualnych, iż decyzja o wykreśleniu homoseksualności z międzynarodowej statystycznej klasyfikacji chorób i problemów zdrowotnych nastąpiła stosunkowo niedawno (w 1990 r.), jest więc „dość świeża”. Może więc – zdaniem Derlatki – nie być w pełni wiarygodna. Dla Marka Derlatki, prawnika, decyzja oficjalnej agendy ONZ, którego Polska jest krajem członkowskim, nie nabrała jeszcze mocy urzędowej po 21 latach obowiązywania.

Czy Derlatka chce takie vacatio legis zaproponować kobietom w przypadku ich praw wyborczych? Może powinny odczekać jeszcze, bo społeczeństwo nie jest gotowe na równe traktowanie kobiet i mężczyzn? Co z niewolnictwem? Ono przecież też kiedyś było naturalną częścią tak pochwalanego przez Kościół katolicki, wielu polityków, a wspomnianego przez Derlatkę prawa naturalnego.

Autor artykułu podniósł, że w zaproponowanej przez Senat poprawce nie można się dopatrzyć dyskryminacji, gdyż to właśnie same osoby homoseksualne wykluczają się z możliwości bycia rodzicami, ponieważ z natury rzeczy nie są w stanie spłodzić potomstwa. Jak na jeden krótki artykuł to totalne pomieszanie z poplątaniem argumentów ideologicznych i powszechnie powielanych „prawd”.

Pałka do wytrącania argumentów

Podejmując się nawet powierzchownej prawniczej oceny zaproponowanej przez Senat nowelizacji, należy zacząć od podstaw, tj. od standardów konstytucyjnych i tych określonych w międzynarodowych umowach dotyczących praw człowieka, których Polska jest stroną.

Po pierwsze, w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej nigdzie nie znajdziemy choćby śladowych przepisów, które uprawniałyby ustawodawcę do wprowadzania tego typu ograniczeń. Artykuł 18 naszej ustawy zasadniczej, tak chętnie używany przez przeciwników wyrównywania praw gejów i lesbijek jako pałka do wytrącania argumentów, nie daje żadnych podstaw do tego, aby z możliwości prowadzenia rodzinnych domów dziecka wykluczyć osoby o innej niż heteroseksualna orientacji.

Artykuł ten jedynie zawiera m.in. zapis o tym, że rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Koniec, kropka. Dla tych, którym bliskie są prawa dzieci i ich dobro, a także szeroko pojęte prawa człowieka, przepis ten jest doskonałą podstawą do tego, aby takie instytucje, jak domy dziecka (w których wciąż w naszym kraju przebywa kilkadziesiąt tysięcy dzieci), po prostu zniknęły. Jednym ze sposobów na wyjście z tej wstydliwej sytuacji jest stworzenie możliwości zaopiekowania się tymi dziećmi wszystkim tym, którzy naprawdę tego chcą, a co ważniejsze, do tego się nadają.

Należy dać możliwość zaopiekowania się osieroconymi dziećmi wszystkim tym, którzy naprawdę tego chcą, a co ważniejsze, do tego się nadająPolskie państwo już dawno uznało pary homoseksualne za rodziny. Obowiązująca od lat ustawa o pomocy społecznej za rodzinę uznaje osoby spokrewnione lub niespokrewnione pozostające w faktycznym związku, wspólnie zamieszkujące i gospodarujące. Rodzin homoseksualnych tam nie pominięto. Co więcej, takie rodziny mogą domagać się od państwa ochrony i opieki, jak stanowi konstytucja.

Standard niedyskryminacji

Z obowiązku prawniczego koniecznie należy przywołać również wysoko ustawiony przez polskiego ustrojodawcę konstytucyjny standard ochrony przed dyskryminacją. Skoro nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny, to truizmem jest już chyba dodanie, że osoby homoseksualne taką ochronę ze strony państwa powinny mieć zapewnioną (to, czy w rzeczywistości mają, jest tematem na odrębny artykuł).

Standard niedyskryminacji ze względu na orientację seksualną w życiu rodzinnym i społecznym został także ugruntowany w licznym orzecznictwie organów międzynarodowych stojących na straży praw człowieka. I tak, w niedawnym wyroku E.B. przeciwko Francji Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu za dyskryminację ze względu na orientację seksualną uznał sytuację, w której z uwagi na homoseksualność skarżącej uniemożliwiono jej adopcję dziecka.

W innym wyroku, Schalk i Kopf przeciwko Austrii, Trybunał bardzo jasno podkreślił, że związek pary osób tej samej płci prowadzącej wspólne pożycie i żyjącej w stałym faktycznym związku partnerskim należy do zakresu przedmiotowego pojęcia życia rodzinnego, tak samo jak byłoby to w wypadku takiej samej pary osób płci przeciwnej. W bardzo podobnym tonie sędziowie strasburscy wypowiedzieli się niedawno w sprawie polskiej Kozak przeciwko Polsce, gdzie stwierdzono naruszenie praw człowieka przez odmowę wstępu w prawo najmu partnerowi homoseksualnemu głównego najemcy lokalu komunalnego.

Szkoda, że te podstawowe argumenty należy wciąż przypominać. Szczególnie że nie znają ich lub znać nie chcą ci, którzy uczą następne pokolenia prawników. Efekty tej ignorancji jakże były widoczne podczas dyskusji w Senacie nad proponowaną poprawką.

Autor jest przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, asystentem naukowym w Zakładzie Praw Człowieka na Wydziale Prawa i Administracji UW

 
Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/683163-Pary-homoseksualne-to-tez-rodzina.html