29 marca 2009

O pracy u podstaw i przeciwko homofobii

O przyszłości i nowych wyzwaniach KPH z Martą Abramowicz, nową prezeską rozmawia portal Gay.pl

 

Z Martą Abramowicz – dziennikarką, psycholożką, prezeską i matką-założycielką KPH oraz Redaktorka naczelna Portalu MultiKulti specialnie dla gay.pl

Darek: Jakie wrażenie po pierwszym miesiącu pracy jako pani prezeska?

Marta:Razem z Robertem Biedroniem zakładaliśmy KPH. Od lat działaliśmy ramię w ramię i zmienialiśmy Polskę tak, żeby gejom i lesbijkom żyło się lepiej w naszym kraju. Bycie prezeską zmienia sytuację o tyle, że teraz ja staję się twarzą KPH, więc media częściej będą do mnie dzwonić. Natomiast praca jest ta sama – mnóstwo małych i większych działań, które poprawiają sytuację osób LGBT.
 
D: Zaangażowałaś się w pracę w KPH, jesteś też twórcą Kampanii. Dlaczego postanowiłaś, że będziesz walczyć o prawa osób LGBT? Jaka jest twoja historia?
 
M: Los 8 lat temu zadbał o to, żebym spotkała na swojej drodze KPH ;). Studiowałam wtedy psychologię, uczyłam się jak pomagać ludziom, szukałam jakiegoś miejsca, gdzie mogłabym nabyć trochę praktyki jako terapeutka. I wtedy mój kolega z liceum zaprosił mnie na pierwsze spotkanie organizacyjne, na którym powołano do życia Kampanię Przeciw Homofobii. Na początku chciałam pracować tylko jako psycholożka, szybko jednak okazało się, że nie ma ludzi chętnych do działania i poproszono mnie, żebym kandydowała do zarządu. Przez pierwszy rok nie mogłam się odnaleźć, ale potem zaczęliśmy robić akcję „Niech Nas Zobaczą” i nagle okazało się, że mogę robić to, na czym się znam i to, co lubię, a na dodatek przynosi to widoczne zmiany. Więc postanowiłam jeszcze trochę tych zmian porobić.

D: Co zrobisz, żeby wśród nas samych było mniej uprzedzeń i homofobii?

M:Kiedyś na próbnej maturze z historii miałam temat o reformacji. Jak każdy luki w wiedzy usiłowałam uzupełniać logiką. Napisałam więc, że prześladowane mniejszości religijne są bardziej tolerancyjne, bo przecież na własnej skórze mogły odczuć nietolerancję. Dostałam z powrotem pokreśloną na czerwono kartkę z kilkoma wykrzyknikami przy tym zdaniu. Okazało się, że ta logika tutaj nie działa, a prześladowane mniejszości są nierzadko bardziej nietolerancyjne niż ich prześladowcy.
Również wśród gejów i lesbijek jest wiele osób uprzedzonych, nietolerancyjnych, a także takich, które są homofobami. Na dodatek dyskryminacja, którą napotykają, wywołuje frustrację. A najłatwiej frustrację wyładowuje się na słabszych. Dlatego do samych gejów i lesbijek trzeba kierować takie same akcje przeciw uprzedzeniom, jak do reszty społeczeństwa.
 
D: KPH jest największą w Polsce organizacją. Wasze oddziały są jednak tylko w dużych miastach, gdzie jest lepiej z tolerancją niż na prowincji.  Sam pochodzę z małego miasteczka i wiem jak tam jest źle i nie ma nikogo, kto by mógł pomóc.

M: To niestety prawda. Jak jeszcze pracowałam w KPH jako psycholożka, dostawałam mnóstwo listów od dziewczyn i chłopaków z małych miasteczek i wsi, którzy nie mają z kim porozmawiać, którzy czują się, że są sami na świecie, którzy nawet czasem myślą o samobójstwie. Staramy się im pomagać, jak możemy – nasi psycholodzy i prawnicy mają pełne ręce roboty. Szkolimy też nauczycieli i pedagogów, aby oni sami mogli wspierać swoich uczniów i uczennice. Zabiegamy o to, aby zmieniono podręczniki, wprowadzono edukację antydyskryminacyjną do szkół, robimy wiele, aby zmienić mentalność ludzi. Jesteśmy jednak tylko organizacja pozarządową, prowadząca skromnymi siłami pracę u podstaw. A wszyscy chyba wiedzą jak jest z pracą u podstaw – długa, mozolna, obliczona na lata.

D: Czy masz już pomysł na kampanie społeczne, które KPH w najbliższym czasie zorganizuje?

M: Kampanie społeczne nie załatwią problemu homofobii w Polsce. Wielu marzą się spektakularne akcje medialne, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemienią polskie społeczeństwo w otwarte, tolerancyjne i w pełni akceptujące różnorodność. Takie akcje nie istnieją. Nie od dziś wiadomo, że najskuteczniej działa przykład lokalny, a więc taki, kiedy gej lub lesbijka zacznie żyć swoim życiem normalnie – w pracy opowie co naprawdę robił przez weekend, na ślub kuzynki przyjdzie ze swoim prawdziwym partnerem/partnerką, przestanie się ukrywać przed sąsiadami, powie o sobie rodzinie i zmierzy się z jej reakcją. Niestety przez ostatni lata wcale znacząco nie wzrósł odsetek ludzi znających osobiście geja lub lesbijkę.
 
D: Co myślisz o paradach równości? Jak mają wyglądać – tak jak na Zachodzie czy inaczej?

M: Parady, marsze są bardzo ważne, bez względu na to czy się lubi czy nie. Są ważne, bo jest to jedyny czas w roku, kiedy geje i lesbijki mogą się zobaczyć świetle dziennym – zobaczyć, że jest ich bardzo dużo, a to dodaje animuszu. W Polsce wciąż jesteśmy na etapie walki o swoje prawa – tak jak na Zachodzie przed kilkudziesięciu laty, tak więc nasze marsze nawiązują raczej do tradycji demonstracji w imię wolności, niż do tradycji karnawału. Zwróćmy uwagę na to, że w Polsce w ogóle nie ma tradycji karnawałowych parad i marszów i polskie społeczeństwo interpretuje to jako, „że geje i lesbijki wyszli na ulice obnosić się ze swoją seksualnością”. Jeśli chodzi o moje zdanie to dla mnie ideałem jest parada w Szwecji, która jest piknikiem, na którym staruszki-lesbijki jeżdżą na rikszach, rodzice hetero i homo przyprowadzają swoje dzieci, policja i wojsko maszeruje w paradzie w swoich odświętnych mundurach, a obok arcybiskupa i związku nauczycieli idą drag queenki pod rękę z młodzieżą chrześcijańskiej. Jest bezpiecznie i odświętnie, nikt nie pije alkoholu, a cały Sztokholm wylega na ulice, żeby pomachać paradzie.

D: Jak edukować społeczeństwo w kraju, który jest religijny i w którym kościół ma taką dużą władzę?

M: Nie jesteśmy krajem pełnym fanatyków religijnych obsesyjnie przestrzegających zasad wiary. Oczywiście tacy też są, ale w mniejszości. Króluje dulszczyzna. Zasłanianie się religią, hipokryzja. Józefa Hennelowa, wybitna katolicka intelektualistka, opowiedziała przed kilku lat w wywiadzie o sytuacji, która jej zdaniem jest pożądana: jeden z jej kolegów artystów żył z partnerem i wszyscy o tym wiedzieli, ale on się nigdy z nim nie pokazywał publicznie. Nie różni się to zbytnio od skandowanego przez Młodzież Wszechpolską hasła „Róbcie w domu po kryjomu!”. Tak jest właśnie polska moralność i religijność.
Póki co każdy, który próbuje wygrać batalię o edukację z Kościołem jest na przegranej pozycji. Religia jest w szkołach, przedszkolach, politycy klękają przed ojcem Rydzykiem, aby ten zapewnił im poparcie w wyborach. W takiej sytuacji konieczna jest zmiana systemowa, która wprowadzi edukację antydyskryminacyjną do szkół dla nauczycieli i uczniów. Póki tej zmiany nie ma, pozostaje praca u podstaw.

D: Uważasz, że powinno obowiązywać dzielenie się odpowiedzialnością  i wspólne akcje całego środowiska? Wydaje mi się, że jest mniej lesbijek które walczą, bo geje i lesbijki też nie umieją dogadać i nie lubią się. Co o tym myślisz?

M: Jestem ciekawa skąd ten pogląd. W KPH działają zarówno kobiety i mężczyźni wszystkich orientacji. W naszych oddziałach często jest nawet więcej kobiet niż mężczyzn, więc absolutnie nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, że jest mniej lesbijek, które aktywnie działają. Prawdą jest natomiast, że kobiety są w ogóle w Polsce w gorszej sytuacji niż mężczyźni, choćby dlatego, że mniej zarabiają, mniej więc się nimi interesują kluby. Lesbijki czasem w ogóle do klubów nie są wpuszczane, bo jak mi mówili bramkarze „nie są młodym ładnym chłopcem, którego łatwo poderwać”. Można zadać więc inne pytanie: na ile geje – nie mówię tu o tych działających w organizacjach – są zainteresowani poprawą sytuacji kobiet, w tym lesbijek? Z moich doświadczeń wynik, że nie są, bo nie widzą w tym żadnego swojego interesu. Ale takie myślenie jest krótkowzroczne. Ja zawsze uważałam, że zmiany są możliwe wtedy, kiedy działa się razem: a więc wszystkie osoby LGBT i ich przyjaciele, inne organizacje – kobiece, prawnoczłowiecze, antydyskryminacyjne, etc. Takim przykładem działania razem jest nasz portal MultiKulti.

D: Co myślisz o parach homoseksualnych wychowujących dzieci? Niektórzy mówią, że to źle, nawet wśród samych gejów i lesbijek. Prawicowe organizacje twierdzą, ze takie rodziny niszczą dziecko.

M: Wszystkie badania – a ich liczba rośnie z roku na rok – pokazują, że dzieci wychowywane w przez osoby homoseksualne nie różnią się niczym od dzieci wychowywanych przez osoby heteroseksualne. Orientacja seksualna nie determinuje tego, jakim ktoś będzie rodzicem. Jeśli zaś chodzi o inne głosy, czyli takie mówiące, że dziecku będzie gorzej, bo będzie dyskryminowane, to pytanie jest „od kogo gorzej?”. Dzieci w szkole dyskryminują się z tysiąca powodów i potrafią używać przemocy w stosunku do osoby, która w jakikolwiek sposób wyróżnia się w grupie: z więc jest ruda, ma pieprzyk na nosie, nie myje się, jest kujonem albo wagarowiczem, jest z biednej rodziny albo z bogatej, itd. Ostatnie badania pokazują, że najgorzej maja dzieci otyłe, gdyż są najczęściej odrzucane przez grupę. Problemów więc zapewne nie da się uniknąć, bez względu na to, z jakiej rodziny pochodzi dziecko, trzeba natomiast dzieci wspierać i nauczyć je dawania sobie rady w trudnych sytuacjach.

Dziekuję za rozmowę krótką Pani prezes życzymy sukcesów w walce z homofobią.

http://gay.pl/tekst.php?id=8273