31 marca 2020

Córek Myszak

Mama Aga, aktywistka, o historii poznawania i akceptowania swojego syna – Myszaka. Trudy dorastania, diagnostyki, przeciwności placówek oświaty – o tym wszystkim szczerze pisze w swoim liście otwartym.


„Dziś jest Dzień Widzialności Osób Transpłciowych, w związku z tym, wiele osób pyta, jak ja w swoim dziecku zobaczyłam chłopca.

Nasza droga do odkrycia tożsamości naszego syna była stosunkowo krótka (o ile 12-13 lat uznamy za krótki okres). Gdy syn był jakoś w 6 klasie szkoły podstawowej zaczął używać wybranego imienia. Nie zastanawiałam się, nie wnikałam. Na własny użytek wymyśliłam wtedy słowo „córek”, bo słowo córka nie do końca mi do niego pasowało. Moje dziecko już kilka lat wcześniej oświadczyło, że nie będzie dłużej trenować „babskich” sportów, że zacznie chodzić na piłkę nożną. Chodził – dopóki nie zrozumiał, że to klub piłki nożnej dla dziewczyn…

Zaczęło się ukrywanie włosów pod czapką, potem ich ścięcie na krótko, wybieranie workowatych ubrań, aby ukryć sylwetkę. Najtrudniejszy był początek dojrzewania – z nim u mojego dziecka zaczęły się pojawiać epizody depresyjne, zamykanie się w pokoju, szukanie powodów, aby nie chodzić do szkoły, nie wychodzić do ludzi, nie odzywać się… Szukaliśmy rozmaitych przyczyn senności i obniżonego nastroju – a może anemia, może brak żelaza… a może coś innego. Przebadaliśmy dziecko na wszystkie możliwe sposoby i na większość chorób, które nam do głowy przychodziły…

Któregoś dnia mój córek przyszedł (był w 1 klasie gimnazjum) i powiedział wprost… – wiesz mamo, ja jednak jestem chłopcemSzczerze mówiąc, nie zdziwiłam się. Byłam bardziej zdziwiona formalnością sytuacji, a także dojrzałością i wzruszona szczerością mojego dziecka. On już wiedział i jak twierdził, wiedział to od zawsze, ale nie rozumiał tego, co się dzieje. Sama, mimo że widziałam rozmaite „objawy”, nie zauważałam w moim dziecku syna. Nie przychodziło mi na myśl, że moje dziecko może być trans*. Nie potrafiłam dodać dwa do dwóch i skojarzyć fakty… albo podświadomie nie chciałam tego zrobić…

Aby to sobie poukładać i lepiej zrozumieć sytuację trafiliśmy do psychologa. W obecności trzeciej osoby zauważyłam szczęście i otwartość mojego niespełna 13-letniego dziecka, mówiącego do obcej osoby w męskich formach gramatycznych, zobaczyłam, jak aktywnie i z zainteresowaniem uczestniczy w rozmowie, gdy obca osoba odpowiada mu w prawidłowej formie.

Zrozumiałam wtedy – nie mam żadnego „córka”, który chce być chłopcem. Mam syna, który jest chłopcem. Popłakałam się wtedy czując ulgę – ktoś jasno wreszcie mi powiedział „co jest z moim dzieckiem”. I że to nie znaczy, że „z nim jest coś nie tak”. Po prostu jest chłopcem i lekarze źle przypisali płeć przy jego urodzeniu.

Wydawało mi się oczywiste – skoro mam syna, to szybko przeorganizujemy wszystko. Trafimy do lekarza, który odpowiednio nas poprowadzi, w szkole nauczyciele przyjmą to ze zrozumieniem…Wymienimy dokumenty. I tu zaczęły się schody… Znalezienie lekarza zajęło nam prawie 1,5 roku. Od jednych słyszeliśmy – no tak, wszystko wskazuje, że chłopak, ale to za wcześnie (sic!) – poczekajmy do 18-tki… od drugich, że „po 16”, bo już będzie w pełni dojrzałą płciowo osobą.. Magia cyfr. Jeszcze inny seksuolog powiedział, że po 15 urodzinach go przyjmie, bo nie ma prawa przyjmować młodszych osób, bo seks mogą dopiero uprawiać osoby po 15 roku życia… W innych krajach dzieci trans* dostają blokery dojrzewania, aby zatrzymać niekomfortowe dla nich zmiany i zmniejszyć poziom dysforii.. u nas ..szkoda gadać… W szkole usłyszeliśmy kiedyś od jednej z nauczycielek „że gdyby miała takie dziecko, to by je wyrzuciła z domu, albo wybiła mu z głowy takie głupoty”…

Nam się udało – tuż przed 15 urodzinami. Udało się przejść cały proces „diagnostyczny”, który w Polsce jest absurdalny i zależy tylko od widzimisię lekarza (nie ma jakiegoś obowiązującego lekarzy standardu). Udało nam się zmienić imię dziecka, tak aby w dokumentach nie widniało stare imię, nadane mu przez nas przy urodzeniu. W końcu udało nam się znaleźć akceptującą szkołę, w której nikt nie widzi problemu z tym, że w akcie urodzenia ma wpisaną płeć żeńską, a jest chłopcem, szkołę, w której mój syn funkcjonuje w pełni jako on. Akt urodzenia syn zmieni dopiero, gdy założy nam sprawę sądową i pozwie nas, rodziców, o złe przypisanie płci przy urodzeniu…

Syn w tej chwili ma 15 lat i jest zwykłym, aktywnym nastolatkiem, w którym zaprzyjaźnione osoby widzą dobrego kumpla i osobę, na której można polegaćŻyczę Wam wszystkim, aby w każdym z Was zobaczono tą osobę, którą jesteście. I pamiętajcie, że dobrze widzi się sercem, a najważniejsze jest często niewidoczne dla oczu.

 

Tekst powstał w ramach Międzynarodowego Dnia Widzialności Osób obchodzonego na całym świecie 31 marca #ITDOV