19 czerwca 2020

Oświadczenie studentów/ek Uniwersytetu Śląskiego: Chcemy Uniwersytetu wolnego od nienawiści!

Szkodliwe i krzywdzące kłamstwa naszpikowane homofobią usłyszeli na zajęciach studenci i studentki socjologii na Uniwersytecie Śląskim, podczas wykładów Pani dr hab. Ewy Budzyńskiej. Zdeterminowani i pełni niezgody na powielanie tych pseudonaukowych i homofobicznych kłamstw skorzystali z prawa do złożenia skargi władzom uczelni. W sprawę włączyła się Prokuratura, która podjęła z urzędu czynności w tej sprawie i zaczęła wzywać studentów i studentki na wielogodzinne przesłuchania. Wychowankowie UŚ napisali w tej sprawie oświadczenie, które publikujemy również na naszej stronie.

 

Jesteśmy studentami i studentkami socjologii III roku na Uniwersytecie Śląskim i nie zgadzamy się na nienawiść na naszej uczelni. Wolność słowa, to nie mowa nienawiści! Dlatego, gdy z ust naszej wykładowczyni, dr hab. Ewy Budzyńskiej usłyszeliśmy naszpikowane uprzedzeniami szkodliwe kłamstwa, powiedzieliśmy głośne nie. I gdyby miało się to wydarzyć raz jeszcze, to pomimo represji, które teraz nas spotykają, zrobilibyśmy to samo. Chcemy Uniwersytetu wolnego od nienawiści, gdzie wszyscy są traktowani z godnością i szacunkiem.

W 2018 mieliśmy zajęcia z wykładowczynią, która przekonywała nas na zajęciach, że aborcja to morderstwo, stygmatyzowała różne grupy wyznaniowe, mówiła nieprawdę o dzieciach z tęczowych rodzin. Na jej wykładach usłyszeliśmy, że muzułmanie przyjeżdżają do Europy, żeby gwałcić, a gazety powinny podawać wyznanie gwałcicieli, aby ludzie zobaczyliby, że gwałcą głównie muzułmanie. Na jej zajęciach przedstawiano nam również fałszywe informacje na temat antykoncepcji – wykładowczyni mówiła, że stosowanie wkładki domacicznej prowadzi do comiesięcznej aborcji, a dzieci kobiet stosujących wkładkę urodzą się z antenkami w głowach. Dr hab. Budzyńska stawiała znak równości pomiędzy antykoncepcją awaryjną i środkami poronnymi. Przekazywała nam również treści homofobiczne, twierdząc, że dzieci wychowywane przez osoby tej samej płci zawsze są nieszczęśliwe. Ostrzegała również chłopców, żeby nie „pożyczali spermy” lesbijkom. A to tylko niektóre absurdy, jakie usłyszeliśmy na zajęciach.

Z uwagi na rażące nadużycia, w grupie 12 studentek i studentów złożyliśmy skargę na dr hab. Ewę Budzyńską do władz uczelni. Sprawą zajął się Uniwersytet Śląski. Tymczasem w sprawę zaangażowała się również policja i prokuratura w związku z rzekomym tworzeniem fałszywych dowodów i kierowaniem wniosku o ukaranie dyscyplinarne dr hab. Budzyńskiej. Każde z nas kolejno otrzymuje wezwanie na komendę. Jesteśmy po kolei przesłuchiwani. Bez przerwy, przez wiele godzin w stresującej atmosferze wypytuje się nas o rzeczy, które nie są istotne dla sprawy. Wielu z nas zadano ponad 70 pytań, jak gdybyśmy to my byli winowajcami. Czujemy się zastraszeni, a przesłuchania traktujemy jako sugestię, że nasze zarzuty są nieprawdziwe. Co więcej, presję przesłuchań postrzegamy jako próbę uciszenia nie tylko naszej grupy, ale również młodszych roczników. Ale nas nie da się uciszyć, bo wierzymy, że każdy przyzwoity człowiek winien sprzeciwiać się szerzeniu nienawiści.

Dla większości z nas był to pierwszy kontakt z policją. Czuliśmy się jak winowajcy. A przecież to my stanęliśmy po stronie prawdy nie godząc się na szkalowanie muzułmanów, kobiet i dzieci. Przymus uczestniczenia w przesłuchaniach odbił się na naszym zdrowiu psychicznym wywołując u jednej ze studentek traumę. Na pierwszych przesłuchaniach nie było z nikim z nas nawet pełnomocnika. Był za to bombardujący nas pytaniami przedstawiciel fundamentalistycznych środowisk zrzeszonych w Ordo Iuris – organizacji, która wspiera dr hab. Ewę Budzyńską reprezentując ją zarówno w postępowaniu dyscyplinarnym, jak i tym prowadzonym przez prokuraturę.

To nie pierwszy raz, kiedy Ordo Iuris ingeruje w życie naszego Uniwersytetu. Mają oni na naszej uczelni swoje koło naukowe. Jest to organizacja swoiście interpretująca prawa człowieka, organizująca wykłady i warsztaty prezentujące treści zaprzeczające wiedzy naukowej i oparte na uprzedzeniach.

Postępowanie Ordo Iuris odbieramy jako zamach na autonomię uniwersytetów, ale też wolność jednostki oraz próbę pogwałcenia praw człowieka i powrót do czasów, gdzie naukę zastępowała ideologia. Jako studenci czujemy, że wolność nauki i uniwersytetów w Polsce jest zagrożona. Jesteśmy represjonowani za mówienie prawdy, próbuje się nami manipulować i męczyć na wielogodzinnych przesłuchaniach, bo korzystamy z przysługujących nam praw stając po stronie tych, którzy często ich nie mają.

Dlatego będziemy głośno mówić o tym, co dzieje się na naszym Uniwersytecie, żeby usłyszał nas świat. Uniwersytety muszą pozostać wolne od uprzedzeń, a wykładowcy, którzy zamiast wiedzy naukowej przekazują studentom i studentkom swoje poglądy i uprawiają ideologię, powinni zaprzestać tych praktyk. Przekaz oparty na dezinformacji i zaprzeczaniu wiedzy naukowej nie powinien mieć miejsca w murach uniwersytetów.

Chcemy uniwersytetów wolnych od nienawiści. Chcemy wiedzy i nauki, nie uwsteczniających ideologii!

Pamiętajmy też, że nauki empiryczne muszą być weryfikowalne, opierać się na badaniach konstruowanych za pomocą odpowiednich standardów, gdzie ważna jest rzetelność, a także odpowiednio zastosowana metodologia. Wolność akademicka nigdy nie polegała na tym, że można wywierać presję emocjonalną na studentów i studentki oraz narzucać im swoje poglądy.

 

Zobacz również: