10 czerwca 2011

Parady tej ziemi

Z okazji jubileuszowej, dziesiątej już, Parady Równości na Innej Stronie ukazał się tekst Roberta Biedronia, członka zarządu KPH. Polecamy!

„Gay is good” i „Gay Power” – takie napisy pojawiły się w czerwcową noc 1969 roku na frontonie nowojorskiego klubu Stonewall Inn. Oznaczać miały rewolucję, jaka przetoczy się przez cały świat, a jej pokłosiem będzie większe równouprawnienie gejów, lesbijek, osób biseksualnych i transpłciowych. Rewolucję, która 10 lat temu dotarła także do Polski – m.in. w postaci Parady Równości.

W najbliższą sobotę ulicami Warszawy przejdzie jubileuszowa, dziesiąta Parada. Ta pierwsza odbyła się w maju 2001 roku i uczestniczyło w niej zaledwie 300 osób. Przeszła bez większego echa, podobnie jak dwie kolejne. Przełom nastąpił w roku 2004. Dochodząca do władzy Liga Polskich Rodzin rozpoczęła licytację z Prawem i Sprawiedliwością, która z partii będzie bardziej radykalna w nienawiści wobec gejów i lesbijek. Parady okazały się idealnym narzędziem do ataku – budziły skrajne emocje, ożywiały uprzedzenia. Przykładem takiego stereotypowego myślenia może być opis parady przedstawiony w 2000 roku (a więc zanim takie manifestacje w ogóle zaczęły w naszym kraju być organizowane) przez znanego prawicowego publicystę, Rafała Ziemkiewicza: „Gejowskie” parady mają charakter orgiastyczny, czyli mówiąc mniej mądrze, po prostu – burdelowy. (…) Widzimy bandę picusiów, półnagich albo poprzebieranych, w ja wiem, siatkowe pończochy, skórzane imitacje mundurów SS czy łańcuchy, krzyczących wręcz: „jesteśmy męskimi dziwkami, puszczamy się na prawo i lewo – i z tego właśnie jesteśmy dumni!”. W 2004 roku, ówczesny prezydent Warszawy, Lech Kaczyński zakazał Parady, a w stronę pokojowej manifestacji w Krakowie poleciały kamienie, butelki i worki z kwasem solnym.

Historia powtórzyła się w 2005 roku. Tuż przed wyborami prezydenckimi, Lech Kaczyński chciał pokazać się wyborcom jako nieustraszony szeryf stolicy, który silną ręką dba o prawo i morale jej mieszkańców. Nie będzie publicznego propagowania homoseksualizmu. Ja im nie zabraniam demonstracji, jeśli będą je robić jako obywatele, a nie jako homoseksualiści – mówił kandydat na prezydenta RP. Kilka lat później, Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, iż Polska naruszyła prawo do wolności zgromadzeń, decyzją Lecha Kaczyńskiego zakazując Parady Równości. Zwycięstwo w Strasburgu okazało się być przełomem – respektowanie tej fundamentalnej wolności obywatelskiej jest dzisiaj niekwestionowane nawet przez skrajnie prawicowych polityków. Co więcej, niejednokrotnie korzystają oni chętnie z wywalczonych przez gejów i lesbijki standardów demokratycznych.  

Manifestacje w obronie praw osób LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych) są dzisiaj normalnym krajobrazem. Obywają się już nie tylko w Warszawie, ale także w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi. Ich idea wywodzi się z legendarnej historii baru Stonewall Inn w Nowym Jorku. Tam, w nocy z 27 na 28 czerwca 1969 roku, geje i lesbijki, zdesperowani ciągłymi nalotami, rewizjami i zatrzymaniami przez policję, stawili stanowczy opór. Doszło do zamieszek. Po raz pierwszy w historii środowisko LGBT przeciwstawiło się władzy, która ich poniżała, marginalizowała i dyskryminowała. Świat już nie mógł być taki sam. Następnego roku, w rocznicę zamieszek, doszło do pierwszego w historii Marszu Dumy Gejowskiej. Domagano się równych praw, przynależnych każdemu – bez względu na orientację seksualną. Dzieci rebeliantów z baru Stonewall Inn maszerują dzisiaj ulicami miast na całym świecie – od Kalkuty poprzez Cape Town, Buenos Aires, Meksyk, San Francisco po Moskwę i Warszawę.

„Niech Nas Zobaczą” – to nie tylko nazwa pierwszej kampanii społecznej o gejach i lesbijkach – ale również hasło pod jakim podpisać się mogą miliony demonstrantów, którzy w czerwcu protestować będą pod tęczową flagą na całym świecie. Bo przesłania parad są proste – zobaczcie nas, bo na co dzień nas nie zauważacie. Zmuszeni jesteśmy się ukrywać przed wami, bo oczekujecie, że będziemy heteroseksualni. A przecież nigdy takimi się nie staniemy. Nie wychodzimy na ulice, by pokazać jak wygląda nasz seks – wy, heteroseksualiści przecież też tego nie robicie. Wychodzimy, by chociaż raz w roku poczuć się tak jak wy czujecie się każdego dnia – możecie się trzymać za ręce, obejmować, przytulać, dyskretnie pocałować bez obawy, że ktoś rzuci w was kamieniem tylko dlatego, że się kochacie. Możecie rozmawiać o waszej miłości swobodnie w pracy, w domu, wśród znajomych i przyjaciół. Miłość homoseksualną ukrywać musimy przez 364 dni w roku, i tylko tego jednego dnia, podczas Parady Równości możemy poczuć wolność, z której wy korzystacie jak z powietrza – bezwiednie. Nikt za wami, heteroseksualistami, nie krzyknie róbcie w domu po kryjomu!.

Parada to także konkretne postulaty zmian prawnych i systemowych. Od lat są one, niestety, niezmienne. Pierwszy dotyczy rzetelnej edukacji o homoseksualności. W podręcznikach szkolnych nadal przeczytać można, że homoseksualność jest zboczeniem, a pozostawanie w związku partnerskim może powodować zaburzenia psychiczne. Wiedza ta jest przestarzała i stygmatyzuje gejów i lesbijki. Należy przyjąć takie rozwiązania edukacyjne, które uczyć będą akceptacji dla różnorodności. Nie chodzi tutaj o zachęcanie do bycia gejem czy lesbijką – bo promować homoseksualności nie można – ale o dyskusję. Szkoła nie powinna unikać tego tematu. Po drugie, należy jak najszybciej znowelizować obecny kodeks karny, tak aby równo chronił wszystkie grupy społeczne przed przestępstwami motywowanymi nienawiścią. Dzisiaj ochrona ta jest nierówna – nawoływanie do nienawiści wobec katolików czy Romów jest karalne, do gejów czy kobiet – już karalne nie jest. I trzeci – najbardziej chyba znany z postulatów – przyjęcie rozwiązań prawnych pozwalających parom jednopłciowym na rejestrację ich związków. Kilka tygodni temu, klub SLD złożył na ręce marszałka Sejmu projekt ustawy regulujący te kwestie. Sondaże pokazują, że ponad połowa społeczeństwa popiera takie rozwiązania, a Polska jest dzisiaj już w mniejszości krajów Unii Europejskiej gdzie ustawy o związkach jednopłciowych nie ma. Uczestnicy Parady Równości z pewnością przypomną o tym problemie, a politycy powinni wziąć pod rozwagę argumenty demonstrujących.

Dzisiejsza Polska różni się od tej sprzed 1 maja 2001 roku, gdy w stolicy przeszła pierwsza Parada Równości. Każdego dnia media piszą o gejach i lesbijkach – kolejnych coming outach celebrytów, otwarciu nowego klubu gejowskiego, wystawach i happeningach. Mylił się więc Wojciech Wierzejski, były poseł LPR, że gej to z definicji tchórz. Trzeba było sporej odwagi, by wyjść na ulice polskich miast domagając się godności i zrozumienia dla naszej miłości. Rację miała więc chyba posłanka SLD, Joanna Senyszyn, prorokując, iż parady zmieniają oblicze ziemi. Tej ziemi.

Robert Biedroń – politolog, doktorant na Wydziale Nauk Politycznych Akademii Humanistycznej w Pułtusku, założyciel i wieloletni prezes Kampanii Przeciw Homofobii.

http://www.innastrona.pl/magazyn/bequeer/parady-tej-ziemi-robert-biedron.phtml