14 lutego 2009

Gazeta Wyborcza: Do równości jak do jeża

Mam na temat rzekomej homofobii” inne zdanie i nie chcę realizować takich zleceń – odpowiedział KPH właściciel drukarni” – pisze dzisiejsza Gazeta Wyborcza.

 

 

Do równości jak do jeża
 Ewa Siedlecka 2009-02-14, ostatnia aktualizacja 2009-02-13 22:54:12.0

Mam na temat rzekomej “homofobii” inne zdanie i nie chcę realizować takich zleceń – odpowiedział Kampanii przeciw Homofobii właściciel zakładu poligraficznego i odmówił wydrukowania plakatu

Wolontariuszka wrocławskiego oddziału Kampanii przeciw Homofobii szukała zakładu, który wydrukowałby plakat organizacji. Jedna z firm poprosiła o szczegóły. Kiedy dostała projekt plakatu -wycofała się. „Odmówiłem Państwu realizacji, nie podając przyczyny, ale proszę nie drążyć tematu… Szanuję Państwa przekonania, ale mam na temat rzekomej »homofobii « inne zdanie i nie chcę realizować tego typu zleceń” – odpisał właściciel.

Kampania znalazła innego wykonawcę. Z plakatem nie ma problemu. Problem z prawem antydyskryminacyjnym jest. Od 2000r. nie przystąpiliśmy do protokołu dodatkowego Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który zakazuje dyskryminacji przez władze publiczne w jakiejkolwiek dziedzinie. Rząd (wtedy Buzka) przyznał, że boi się wysokich odszkodowań.

Natomiast prawo unijne zakazuje dyskryminacji nie tylko przez państwo, ale też przez podmioty prywatne.

Takie jak zakład poligraficzny.

Od 2001r. rodzi się w bólach i wciąż zmienia ustawa o równym traktowaniu, która ma być wykonaniem unijnych dyrektyw. Najpierw miała dotyczyć tylko równości kobiet i mężczyzn -Sejm ją odrzucił. Potem równości kobiet i mężczyzn oraz przeciwdziałania dyskryminacji m.in. ze względu na płeć, wiek, pochodzenie czy orientację seksualną. Ale i ten projekt Sejm (w 2005 r.) odrzucił.

Za czasów PiS nad projektem pracowała kancelaria premiera -nic nie wyszło. Za PO prace przejęło Ministerstwo Pracy. Kolejne wersje negatywnie opiniuje Rada Legislacyjna. Argumentuje, że zamiast pisać nową ustawę, lepiej udoskonalić przepisy rozsiane po rozmaitych ustawach. Albo że skoro konstytucja zakazuje dyskryminacji “ze względu na jakąkolwiek cechę”, to pisanie szczegółowych przepisów jest zbędne.

Komisja Europejska jest innego zdania. Od 2006 do 2008r. przedstawiła Polsce zarzuty niewykonania czterech dyrektyw. Projekt topnieje w oczach. Właśnie pojawiła się jego trzecia (za tego rządu) wersja.

Czemu tak się dzieje, skoro inne kraje dawnego bloku socjalistycznego – jak Bułgaria, Chorwacja, Litwa, Rumunia czy Węgry -wdrożyły unijne dyrektywy? Zdaniem Karoliny Kędziory z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego kwestią delikatną jest zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. W niektórych wersjach ustawy był, winnych – znikał. Zwłaszcza gdy mowa była o dostępie do usług, oświaty czy opieki zdrowotnej.

Drugą kością niezgody jest powołanie urzędu, który miałby przeciwdziałać dyskryminacji. Dyrektywy unijne podkreślają, że ma “niezależnie” monitorować dyskryminację i “niezależnie” udzielać pomocy jej ofiarom. W projekcie z początku zeszłego roku miał to być osobny minister (a więc ktoś zależny od rządu). W kolejnych projektach to urzędnik działający przy ministrze “właściwym do spraw rodziny i równego traktowania”, czyli zależny od ministra. Także finansowo, bo urząd nie miałby własnego budżetu.

W przedostatniej wersji generalny inspektor ds. równego traktowania miał być powoływany na pięcioletnią kadencję. W ostatniej wersji kadencja znikła. Znikł też obowiązek, by ów inspektor udzielał “pomocy prawnej” ofiarom dyskryminacji. Teraz ma jedynie podejmować “stosowne działania”. W dodatku miałyby one dotyczyć tylko instytucji czy firm. Prywatnym ludziom pomagać nie będzie. Chociaż to oni najczęściej padają ofiarą dyskryminacji.

Za tego rządu sprawa inspektora stała się szczególnie drażliwa, bo powstały dwa konkurencyjne ośrodki walczące z dyskryminacją. Ministerstwo Pracy ma biuro do spraw kobiet, rodziny i przeciwdziałania dyskryminacji. I jest pełnomocnik rządu ds. równego traktowania – Elżbieta Radziszewska. Wielce prawdopodobne, że minister Radziszewska po wejściu ustawy stałaby się podwładną minister pracy Jolanty Fedak, co niekoniecznie mogłoby się jej podobać.

To nie jest jedyne zastrzeżenie do projektu ustawy. Nie ma w nim np. zakazu dyskryminacji w reklamie (Unia pracuje nad odpowiednią dyrektywą). We wtorek organizacje pozarządowe zajmujące się przeciwdziałaniem dyskryminacji, w tym kobiece, wysłały skargę do Komisji Europejskiej na niewykonywanie unijnych dyrektyw antydyskryminacyjnych i brak niezależnego

urzędu antydyskryminacyjnego. Może się to zakończyć wymierzeniem Polsce wysokich kar pieniężnych.

Ewa Siedlecka

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl – www.gazeta.pl © Agora SA

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6276460,Do_rownosci_jak_do_jeza.html