Cracow Drag Artist Contest #5 pod matronatem KPH
Już 11.10.2025 w Slay Space odbędzie się 5. edycja Cracow Drag Artist Contest, konkursu dla drag osób performerskich. Formuła opracowana przez charyzmatyczną kapitankę Judy Chersand pozwoli na zaprezentowanie dragu na wielu płaszczyznach. KPH objęło matronat nad tym wyjątkowym wydarzeniem.
Formuła wydarzenia
I etap: talent show – każda osoba ma 5 minut, aby zaprezentować swój dowolny talent na scenie – może to być żonglowanie, lipsync, stand up – każdy talent to talent!
II etap: debata drag prezydetx – 6 osób performerskich zostanie poddane ogniowi pytań. Judy Chersand – osoba prowadząca – wyciągnie odpowiedzi na bardzo poważne pytania dotyczące historii, sztuki, dragu i najważniejszych zagadnień wszechświata.
Finał: wyłoniona przez głosowanie publiczności z wykorzystaniem żetonów dwójka osób performerskich zmierzy się w lipsync battle o główną nagrodę w wysokości 1500 zł.
Zasady
1. W konkursie nie ma jury.
2. W konkursie głos ma publiczność.
3. Kupując dowolną pozycję na barze, otrzymujesz 1 żeton. To głos, który możesz wrzucić do pudełka z imieniem wybranej przez Ciebie osoby performerskiej
Kto wystąpi w 5. edycji?
– Funky Flora
– Androdaiti
– Klucha Rozpierducha
– Oxie Moron
– Edward the Sour
– Łata Fak
Szczegóły wydarzenia
Otwarcie bramek: 20:00
Start show: 21:00
Miejsce: Bulwar Kurlandzki vis-a-vis ul. Podgórska 16, Kraków
Bilety są dostępne stacjonarnie w Slay Space w godzinach otwarcia różowej barki (Slay Space – Barka na Wiśle Bulwar Kurlandzki vis-a vis ul. Podgórska 16) oraz przez stronę internetową.
Kup bilety
Bezpieczeństwo zaczyna się tam, gdzie mundur i równość idą ramię w ramię
15 sierpnia obchodzimy Święto Wojska Polskiego. W tym dniu pamiętamy o osobach bohaterskich, które wywalczyły niepodległość i bezpieczeństwo na polskiej ziemi. Oglądamy również defilady wojskowe. W równym tempie żołnierze i żołnierki idą pewnym krokiem w jednej linii. Są symbolem bezpieczeństwa, stabilności oraz wiary, że w godzinie próby będą bronić nas wszystkich. Od wielu lat nasza armia się rozrasta, jest wyposażona w nowoczesne uzbrojenie i sięga po technologie jutra. W tym marszu po nowoczesność brakuje jednak jednego elementu – równości wszystkich obywateli oraz obywatelek, którzy i które służą w polskiej armii.
Żołnierze i żołnierki LGBT+ często pełnią służbę, niosąc nie tylko mundur, ale też ciężar ukrywania się oraz obawy, że ich tożsamość psychoseksualna może zostać wykorzystana przeciwko nim. To nie jest ani determinacja, ani pełna służba. A przecież każda osoba powinna móc służyć swojemu krajowi na równych zasadach. Nie może być tak, że armia, a tym samym i Polska, odwagę nagradza brakiem działań do zapewnienia równości. Bezpieczeństwo nie może być dostępne tylko dla wybranych. Wojny, kryzysy czy cyberataki pokazują, że siła kraju nie bierze się wyłącznie z czołgów, ale też z jedności, zaufania i solidarności. W wojsku nie może być podziałów.
Zwierzchnik „nie naszych spraw”
Raptem tydzień wcześniej Karol Nawrocki złożył przysięgę prezydencką i stał się zwierzchnikiem sił zbrojnych. Jego poglądy w kampanii były jasne i konserwatywne. Odrzucał związki partnerskie, wskazując, że jest gotowy jedynie rozważyć status „osoby najbliższej” – co pozostawia wiele osób (nie tylko LGBT+) w chaosie bez praw, które przysługują rodzinom żołnierzy i żołnierek. Wierzy, że są tylko dwie płcie, a małżeństwo to wyłącznie związek kobiety i mężczyzny. „Społeczność LGBT nie może oczekiwać ode mnie, że będę forsował ich sprawy” – tak mówił, dodając, że kwestie równości praw i życia rodzinnego osób ze społeczności powinny pozostać poza życiem politycznym. Ten sam prezydent publicznie niszczył komiks opowiadający o tożsamości queer. Twierdzi, że będzie dbał o „Polskę biało-czerwoną”, chroniąc dzieci przed „ideologicznymi eksperymentami”.
Takie stanowisko i postawa są sprzeczne z tym, co naprawdę wzmacnia armię. Prawdziwe bezpieczeństwo pochodzi z równych praw, solidarności i poczucia, że każda osoba, która zakłada mundur, ma pełne wsparcie państwa.
Tam, gdzie mundur i tęcza idą w parze
Jakże dalekie jest to podejście od tego, jakiemu hołduje NATO, do którego przynależność polscy politycy i polityczki tak często z dumą podkreślają. Zastanawiające jest, jak zachowałby się Karol Nawrocki czy Władysław Kosiniak-Kamysz, gdyby musieli złożyć podpis pod słowami Jensa Stoltenberga – byłego już sekretarza generalnego NATO, który w 2023 roku z okazji IDAHOBIT powiedział tak:
Każda miłość jest równa. Osoby LGBT+ zasługują na szacunek i godność, i jestem dumny, że mogę nazwać się waszym sojusznikiem.
Rok wcześniej stwierdził również, że siłą NATO jest jego różnorodność. Wojsko regularnie bierze udział w marszach równości w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, a kiedyś również w Stanach Zjednoczonych. W strukturze NATO działa sieć PROUD@NATO skupiająca osoby LGBT+ służące w kwaterze głównej Sojuszu w Brukseli. Polskich akcentów tam brak, choć nie powinno to dziwić, skoro polska armia nie wykazuje gotowości na różnorodność.
Święto w cieniu podziałów
W Polsce osoby LGBT+ w wojsku wciąż często muszą żyć w ukryciu. Słyszą obraźliwe komentarze, unikają rozmów o swoim życiu prywatnym, bojąc się konsekwencji. W oficjalnych dokumentach ich partnerzy i partnerki praktycznie „nie istnieją” – nie mają prawa do informacji o wypadku, ubezpieczenia, dziedziczenia czy wsparcia, które należy się rodzinom żołnierzy.
15 sierpnia to doskonała chwila, by powiedzieć jasno: służba Polsce to nie tylko gotowość bojowa, ale także zasada, żeby Polska służyła każdemu obywatelowi i każdej obywatelce. Równość w armii to nie dodatek – to fundament bezpieczeństwa narodowego. Jeżeli osoba naraża swoje życie i gotowa jest służyć, państwo musi odpowiedzieć równością, ochroną i szacunkiem. Tylko wtedy będziemy naprawdę bezpiecznym narodem.
Jeśli jesteś osobą LGBT+ w czynnej służbie w Wojsku Polskim lub Wojskach Obrony Terytorialnej albo przeniesioną do rezerwy – skontaktuj się z nami. Dołącz do grupy wojskowych osób LGBT+. Gwarantujemy anonimowość.
polityka@kph.org.pl
Poznaj Równe Rodziny
Z dumą prezentujemy stronę projektu Równe Rodziny. To przestrzeń dla par jednopłciowych wychowujących dzieci w Polsce – stworzona z myślą o widzialności, bezpieczeństwie i zaangażowaniu na rzecz zmiany prawa.
CO ZNAJDZIESZ NA STRONIE?
– informacje o projekcie i jego celach
– formularz zgłoszeniowy dla rodzin, które chcą do nas dołączyć
– materiały edukacyjne i aktualności
– his/herstorie osób, które już podzieliły się swoim głosem
GŁOS RODZINY
W projekcie Równe Rodziny oddajemy głos osobom, które najlepiej wiedzą, czym jest „tęczowe rodzicielstwo”, czyli samym rodzicom. To właśnie oni i one:
– opowiadają swoje his/herstorie własnymi słowami
– mówią o codzienności, marzeniach i trudnościach
– pokazują, dlaczego zmiana prawa jest konieczna – tu i teraz (!)
– spotykają się z polity(cz)kami, osobami z mediów i świata kultury
WSPÓLNOTA I SPRAWCZOŚĆ
Nie jesteś sam_a. Równe Rodziny to także grupa zaangażowanych i gotowych do działania mam i tatów, które_rzy chcą prawnego zabezpieczenia ich dzieci i rodzin.
DOŁĄCZ DO RÓWNYCH RODZIN
Tworzysz tęczową rodzinę? A może znasz osoby, które mogą być zainteresowane udziałem w projekcie? Podaj dalej link: www.rownerodziny.pl
Każdy głos ma znaczenie. Miłość to miłość. A rodzina to rodzina.
Jaka piękna katastrofa! Związki partnerskie poszły na dno
6 sierpnia, przed Zgromadzeniem Narodowym, Karol Nawrocki złoży przysięgę, czym otworzy swoją 5-letnią kadencję. To kolejne znaczące wydarzenie polityczne po niedawnej rekonstrukcji rządu Donalda Tuska. W ten kalendarz polityczny nie wpisał się niestety finał prac nad rządowym projektem ustawy o związkach partnerskich. Ba! Ten ponad 20-letni serial nabiera nowej dynamiki, ponieważ na horyzoncie może pojawić się nie 1, ale aż 4 projekty, które w mniej lub bardziej godnościowy sposób mają uznawać związki osób tej samej płci. Dokąd zmierzamy w tej związkowej odysei?
Statek niesiony nadziejami i obietnicą
Kiedy 13 grudnia 2023 r. swoją pracę rozpoczynał rząd Donalda Tuska, wiele osób w Polsce wierzyło, że przychodzi czas zmiany. Śmiałe zapowiedzi kolejnych ministrów dawały nadzieję na wprowadzenie rozwiązań, które miały odwrócić złą politykę PiS-u. Związki partnerskie, liberalizacja prawa aborcyjnego, nowelizacja kodeksu karnego oraz ściganie homo- i transfobii: wszystkie te zmiany jawiły się jako te, które uda się sprawnie przeprowadzić przez parlament, a następnie położyć na biurku Andrzeja Dudy.
Wbrew zapowiedziom premiera, który w swoim exposé powiedział, że:
nie ma dla mnie ważniejszej sprawy niż prawa kobiet i równość obywateli wobec prawa, równość obywateli niezależnie od ich statusu społecznego, wyznania, orientacji seksualnej etc.,
losy ustawy dekryminalizującej pomoc w dokonaniu aborcji pokazały, że kwestie praw człowieka, które wrzucono do worka „spraw światopoglądowych” nie są priorytetem tego rządu oraz części jego koalicjantxx. Wiele miesięcy trwały uzgodnienia, czy projekt ustawy o związkach partnerskich powinien być projektem rządowym. Gdy w lipcu 2024 r. udało się wpisać go do wykazu prac rządu, zdawało się, że pracę nabiorą tempa. Prawie 6 tys. opinii i głosów zebranych w ciągu miesiąca konsultacji społecznych projektów dwóch ustaw – tej zasadniczej o związkach partnerskich i ustawy wprowadzającej – pokazały, że dla społeczeństwa to ważna sprawa. Jednak zaangażowanie społeczne i organizacji pozarządowych nie przekonało koalicji rządzącej, że Polska jest gotowa na związki partnerskie. Nie przekonało jej również 67-procentowe poparcie związków przez populację kraju. W toku uzgodnień międzyresortowych PSL-u, który w sile 5 ministerstw zdemaskował prawdziwe intencje Katarzyny Kotuli i społeczności LGBT+: mechanizmy wyłudzania od państwa polskiego przywilejów (ziemi rolnej, wczasów wojskowych i ulg podatkowych) i wprowadzenie tylnymi drzwiami małżeństw osób tej samej płci, ale pod płaszczykiem nowej instytucji prawa rodzinnego, okazały się kotwicą, która skutecznie wyhamowała ten statek.
Legislacyjne rafy i polityczne mielizny
Od listopada 2024 r. związki partnerskie utknęły w kolejnych etapach procesu legislacyjnego. Im dłużej trwały prace, tym częściej słyszxxxśmy, że gotowa ustawa jest już tuż za rogiem i lada chwila trafi na posiedzenie rządu. Był to syreni śpiew, jakże zwodniczy dla uszu osób LGBT+, które od 20 lat czekają na ustawę, która da im poczucie bezpieczeństwa, szacunku i godności.
Rządowy projekt ustawy o związkach partnerskich mimo że od początku był projektem kompromisowym, w toku dalszych prac stawał się coraz uboższy. Łupem legislacyjnych i moralizatorskich korsarzy padło tęczowe rodzicielstwo, później tzw. mała piecza zastępcza, następnie ceremonia w urzędzie stanu cywilnego. Czymś, co mogło być średniej klasy żaglowcem, tuż przed kampanią prezydencką było już jedynie żaglówką. Wpłynęxxśmy na niespokojne morze wzburzone nacjonalistyczną i populistyczną narracją. Na horyzoncie pojawiały się czarne chmury, które mogły całkowicie zatopić sen o związkach partnerskich. Coraz śmielej wybrzmiały propozycje, żeby żaglówkę zastąpić kajakiem – statusem osoby bliskiej.
Z drugiej strony mamiono nas obietnicą, że jeśli jeszcze raz zmobilizujemy się jako wyborczynie i wyborcy, związki partnerskie nabiorą tempa i szczęśliwie dotrą do portu. Gwarantem sukcesu miał być Rafał Trzaskowski. 1 czerwca stało się jasne, jaki los czeka ten rejs.
Jeszcze zanim Karol Nawrocki zdążył zatopić ten związkowy statek, zrobiła to jego własna załoga. Koalicja rządząca, po przegranej Rafała Trzaskowskiego, wśród przyczyn porażki wymieniała progresywne rozpasanie części tej załogi i nierealistyczne oczekiwania. Ustawa rządowa trafiła na mieliznę i wszystko wskazuje na to, że pozostanie tam już na stałe. Katarzyna Kotula postanowiła zrzucić szalupę w postaci projektu poselskiego, tożsamego do projektu rządowego. Ale ta szalupa nie popłynęła za daleko. W oczekiwaniu na pierwsze czytanie w sejmie i po przejściu konsultacji społecznych, które – podobnie jak w przypadku projektu rządowego, dały jasną odpowiedź, że Polska nie tylko czeka, ale wręcz potrzebuje związków partnerskich – na horyzoncie pojawiły się kolejne rozwiązania ratunkowe.
Partnerski kajak zamiast związkowej łodzi
W przededniu prezydentury Karola Nawrockiego na stole leżą rozwiązania, które odzierają pierwotny pomysł z godności. Katarzyna Kotula, zdegradowana z roli Ministry do Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Traktowania, przedstawia propozycję tzw. umowy partnerskiej. Umowa ta zakłada możliwość wspólnego rozliczania się, prawo do pochówku partnera_ki, dostępu do informacji medycznej, reguluje kwestie spadków, zasiłków i alimentów. Jak wynika z ogólnodostępnych informacji, ta umowa byłaby zawierana z notariuszem_ką.
Projektowana umowa notarialna niebezpiecznie przypomina powracający w przestrzeni publicznej pomysł statusu osoby bliskiej, podnoszony przez PSL, a w kampanii prezydenckiej również przez Karola Nawrockiego. Co więcej, wydaje się, że Karol Nawrocki może w pierwszych tygodniach swojej prezydentury skorzystać z inicjatywy ustawodawczej i skierować do Sejmu własny projekt. Taki, który oprócz gwarancji bycia podpisanym przez prezydenta, może również zyskać szerokie poparcie prawicowych i konserwatywnych partii.
Co zatem ze związkami partnerskimi? Realnie patrząc, w zderzeniu z konserwatywną i populistyczną narracją, projekty rządowe w aktualnym kształcie mogą nie wejść w życie. W tym rejsie na pewno zabrakło kapitana_ki, który_a pewnie poprowadził(a)by projekt ku bezpiecznemu portowi. Zabrakło zdyscyplinowanej załogi, która w poczuciu odpowiedzialności zadba o miliony osób tworzących związki nieformalne, w tym o ponad 2 mln osób LGBT+, czekających na związki partnerskie. Zapowiedzi Katarzyny Kotuli i pojawiające się w mediach informacje o innych niż związki partnerskie rozwiązania traktujemy jako „ratowanie tego co się da”. Widzimy, że w szalupie zabraknie miejsca dla wszystkich. Poza burtą pozostaną tęczowe rodziny, dzieci wychowywane przez pary osób tej samej płci, godność i szacunek wobec osób, które wspólnie budują swoje życie. Musiały ustąpić miejsca targom politycznym i szukaniu „tego, co możliwe”.
Związki partnerskie w tej kadencji i realiach politycznych skazane są zatem na katastrofę. Rządowy projekt, choć miał być niezatapialny, poszedł na dno w swoim rejsie. Teraz rzuca się mu koło ratunkowe, choć jest mu bliżej zbutwiałej deski. Tonącym daje się pozorny wybór, czy wolą w symboliczny sposób pójść wraz z tym pięknym projektem na dno, czy będą ratować się w wąskiej, ciasnej i płytkiej szalupie. A wszystko to w imię kompromisu.
Nie ma już Ministry ds. Równości. Pierwszy taki urząd przechodzi do historii.
W dzisiejszej rekonstrukcji rządu Donald Tusk nie tylko odwołał Katarzynę Kotulę, ale też całkowicie zlikwidował stanowisko Ministra_y ds. Równości.
To jednoznaczny sygnał: równość nie jest już priorytetem tego rządu. A dla osób LGBT+, osób z niepełnosprawnościami, kobiet, mniejszości narodowych i religijnych – to po prostu zniknięcie z agendy władzy.
Katarzyna Kotula jako Ministra ds. Równości przewodniczyła pracom nad ustawą o związkach partnerskich – to dzięki wysiłkowi jej i jej współpracowniczek, został opracowany projekt rządowy. Stanowczo działała także w zakresie przeciwdziałania mowie nienawiści czy walki z dyskryminacją w szkołach.
Dziękujemy Katarzynie Kotuli i całemu jej zespołowi za pracę. Nie poddajemy się i walczymy dalej o Polskę równych praw!
Mirka Makuchowska nominowana do Medalu Wolności Słowa 2025
Z radością informujemy, że Mirka Makuchowska, dyrektorka Kampanii Przeciw Homofobii, została nominowana do Medalu Wolności Słowa 2025 w kategorii Obywatel(ka).
Medal przyznawany jest osobom, które w szczególny sposób działają na rzecz wolności wypowiedzi, praw obywatelskich i budowania świadomości społecznej. Mirka od lat nieprzerwanie zabiera głos w obronie praw osób LGBT+, przypominając, że równość i wolność słowa są ze sobą nierozerwalnie związane.
Uroczyste wręczenie nagród odbędzie się 29 sierpnia w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. Transmisję wydarzenia będzie można śledzić na antenie TVN24, Facebooku Fundacji Grand Press oraz na stronach patronów i matronek medialnych.
Gratulujemy wszystkim nominowanym osobom i z dumą trzymamy kciuki za Mirkę!